elo. pisze tu w wiekszosci po pijaku. ale za to bardzo milo czyta sie te wypociny na trzezwo. teraz pije wodke z ukrainy z sokiem z ameryki. kurwa te drinki to sa dla hardkorowcow. wyobraz sobie najgorszy smak wodki i masz go pic przez cala szklanke udajac ze pijesz sok pomaranczowy. definitywnie wole pic z gwinta i zapijac, szybcie sie uporam z problemem w ten sposob. ale nie o tym mowa. pije zawsze, ale jarac nie jaram. chcialem kilka dni temu zagaic do kolesia czy mi baki nie zalatwi. ale pomyslalem sobie ze chce sobie udowodnic ze nie zajaram dopoki znow sam nie wyhoduje. ciezko to przyznac ale zaaklimatyzowalem sie. z cala pewnoscia moge powiedziec ze proces aklimatyzacji sie zakonczyl. nie cieszy mnie to. z kazdym dniem bardziej tesknie za domem. to naprawde pojebane, ze taki pojeb jak ja moze tesknic. ale wlasnie takim pojebem jestem, ze rodzina i miejsce skad pochodze jest dla mnie najwiekszym priorytetem. w prawdzie czuje sie tu jak w domu, ale rodzina z ktora tu mieszkam nie wywoluje u mnie podobnych odczuc. nienawidze tego amerykanskiego scierwa. tak bardzo nienawidzilem polakow, ale gdy tak mysle o nas jako o narodzie w tej chwili to mysle ze jestesmy bardzo silni i od huja mozemy zdzialac. amerykani maja po prostu wyjebane. nie mam juz problemow z jezykiem. w prawdzie zdarza mi sie z kims nie dogadac za pierwszym razem, za to za drugim razem gdy wyjasnie o co mi chodzi wszystko idzie w porzadku. polacy nawet nie zauwazaja ze jestem z polski, co napawa mnie optymizmem. zaraz koniec semestru szkolnego, wiosennego. ostro sie upilem. w szkole idzie mi dobrze. przedmioty sa latwe, chociaz ich ogrom mnie przytlacza. 5 klas to od chuja zajec. nie zanizam poziomu, staram sie podwyzszac sobie poprzeczke. tylko dzieki temu skoncze ten koledz predzej. mam nadzieje na B z angielskiego, tylko to zapewni mi znizke na ubezpieczenie do samochodu. idzie mi calkiem niezle, w chuj poprawilem sie z esejami. nawet moja mowa jest bardziej kwiecista, ale co to ma kurwa za znaczenie. nie choduje baki. probuje zdobyc robote. mam calkiem zajebista opcje robienia na kasie za 11-12$ za godzine na stolowce w firmie ubezpieczeniowej. oprocz mnie sa 2 konkurenci, wydaje mi sie ze dostane te posade. bardzo bym sie cieszyl, gdyz godziny mi idealnie pasuja do szkolnego rozkladu jazdy. slucham dead meadow, musze pojsc na ich koncert jak tylko beda grac w poblizu. zaplanowalem juz podroz na Sleep i Bardo Pond. smutno mi kurwa, nie mam juz wspolnych tematow z moimi znajomymi. wystarczy szesc miesiecy aby zaczeli gadac z mna jak z nieznajomym. nie chce sie z nikim kolegowac. ciezko mi znalezc dobrych znajomych, moi starzy znajomi byli idealni. nie wiem co bedzie dalej. nie podoba mi sie te zycie i to ze musze sie ustatkowac w wieku 19 lat. wolalbym studiowac i jarac jak wczesniej. z moja nienawiscia do ludzi ciezko pozytywnie kroczyc przez zycie. widzac dzisiaj jakis jarmark na kampusie mojego koledzu zaczalem rozkminiac jakies hujowe rozkminy ze zapierdolilbym tych ludzi. ide ja do roboty. w miedzyczasie bede studiowal jak zawsze. czas szybko zleci, zaraz przylece do polski. wlasciwie to nie wiem kiedy. bo jesli dostane moja wymarzona robote na stolowce za dwanascie bakow to na jeden rok nie mam urlopu. ale zgarne w huj hajsu. to calkiem nie podobne do mnie. nigdy nie liczylem na hajs. cale zycie chcialem zyc na zasilku i spedzac zycie szczesliwym. teraz bede zapierdalal, tutaj liczy sie tylko dobry hajs. jak to bylo w Fear And The Loathing In Las Vegas, prawdopodbienstwo zalamania nerwowego coraz wyzsze. mam nawet kilka postow z moich ciezkich chwil jak mialem naprawde przejebane, ale zdecydowalem sie ich nie publikowac bo ktos moglby naprawde chciec mnie wsadzic do psychiatryka. kurwa od kad pamietam chcialem skonczyc z tym zyciem, a prawda jest taka ze dobrze ze sie nie zabilem. zyje chociaz po to aby podrozowac w nieodkrytych przestrzeniach mojej swiadomosci pod wplywem roznorakich substancji psychoaktywnych sluchajac moich ulubionych melodyjek. zmieniam styl w graniu na basie. pierdole stoner i doom, teraz gram psychodele, bardo pond, ucze sie dead meadow. stroje gitare standardowo w E, zawsze to cos nowego. jak wspomnialem wczesniej, struny ktore kupilem spierdolilem. jak dorwe wreszcie gruba strune to stroje do C i znow gram szatany. tymczasem chce sie nauczyc grac te melodyjki. tyle. pozdrawiam z ameryki, gdzie dzieje sie coraz bardziej hujowo, ale nigdy nie rezygnuje z zycia bo zawsze dzien staje sie lepszy. pozdro 666
o kurwa srogo musialem byc napierdolony wtedyhttp://hc0blog.wordpress.com/2011/05/04/czesc-co-u-mnie/#comment-form-guest
Posted by hc0blog | Listopad 7, 2011, 7:20 am